Hala, czyli jak mówić, by nic nie powiedzieć

Hala, czyli jak mówić, by nic nie powiedzieć

Jak budować, by nie zbudować. Jak planować by nie zaplanować. Sprawa hali widowiskowo-sportowej to gorący kartofel, który stara się od siebie odrzucić miejska władza. Najkrócej mówiąc albo będzie nowa hala, albo będzie przebudowa staruszki z Kusocińskiego. Albo… hali nie będzie wcale. Dlaczego? Ano gdy patrzy się na to jak przebiega dyskusja nad jej budową bądź przebudową odnieść można wrażenie, że rację miała prezes koszykarskiej Ostrovii Alicja Płóciennik, która stwierdziła że hala będzie jak himalajski Yeti; wszyscy będą o niej mówić ale nikt jej nie zobaczy.

Podczas styczniowej sesji z ust Urzędującej Prezydent padła deklaracja o podjęciu decyzji do końca lutego. Luty się kończy. Prezydent Szczurek oświadcza w Proarcie, że „w chwili obecnej analizujemy dwa warianty. W momencie kiedy dokonana zostanie analiza pod względem finansowym, prawnym i w pozostałych aspektach, zostaniecie Państwo poinformowani”. – Rozpatrujemy wszystkie aspekty, zakres jest wielowątkowy, w tym momencie dokonujemy stosownych analiz – mówił dalej Szczurek. Co wynika z tych wypowiedzi? Nic, ale ta wypowiedź dokładnie zdradza stosunek władzy do budowy. Gadać dużo i niezrozumiale, tak by nic z takiego gadania nie wynikało.




Kadencja minęła już półmetek a całość rządzenia to wyłącznie kolejne pogaduchy, reklama i średnio sensowne inwestycje w rodzaju odkrytego basenu, który zapewne po rozbiegowym pierwszym sezonie świecił będzie pustkami. Tam gdzie potrzeba konkretu, ciężkiej pracy przy szukaniu finansowania władza okazuje się rozbrajająco bezradna. Zwłaszcza tam, gdzie trzeba zetknąć się z jakimikolwiek istotnymi interesami. Tu z jednej strony mamy właścicieli obiektu przy Kusocińskiego, lekkoatletów Stali, piłkarzy Centry i sporą grupę kibiców z hasłami „Tylko K1”, z drugiej zaś cały pozostały ostrowski sport halowy. Działacze tego drugiego obawiają się (inna sprawa czy słusznie), że zostaną na lodzie ze swymi potrzebami, że nie będą mieli gdzie trenować i kto wie czy grać. Gdzieś jeszcze są spore pieniądze, które trzeba zapłacić, by odkupić zmodernizowany obiekt przy Kusocińskiego. Teraz, po roku mielenia ozorami okazuje się, że może nie być prawnej możliwości takiej transakcji.

Zabawę ma za to tzw. sportowa Polska. Adam Romański komentujący mecze dla Polsatu, nigdy nie odmówi sobie dobitnego zdania o „hali gimnazjum, w której gra Stal”.

Marek Walczak zasłużony trener ostrowskich lekkoatletów: Obiekt przy ul. Kusocińskiego jest sportowo i funkcjonalnie bardziej uzasadniony. Przecież wiemy doskonale że same boiska będą w jednym i drugim miejscu pełnowymiarowe, Wiemy, że wejdzie podobna ilość publiczności. ALE – obiekt na STALI posiada dodatkowo STADION i „MAŁĄ HALĘ” wraz z siłownią i salką do innych ćwiczeń. W posiadaniu Stali, a właściwie dany w użytkowanie klubowi przez Miasto, obejmuje tylko sam stadion z trybunami (bez żadnego zaplecza), Nie ma możliwości dobudowania zaplecza i nie chodzi tu tylko o szatnie, ale magazyny na sprzęt np. zeskok do skoku wzwyż, płotki, siłownię itd. Trudno sobie nawet wyobrazić przeprowadzenie zawodów lekkoatletycznych dla dzieci i młodzieży na stadionie bez odpowiedniego zaplecza. Hala przy Wojska Polskiego byłaby tylko oderwanym obiektem. Na Kusocińskiego jest KOMPLEKS OBIEKTÓW – duża hal, Mała hala, siłownia, i stadion. Dlatego proszę wziąć pod uwagę FUNKCJONALNOŚĆ OBIEKTU.
Mam nadzieję, że polityka nie wygra ze zdrowym rozsądkiem i proszę rozważenie moich uwag w sumieniu. Bo łatwo jedną decyzją, czasem jednym głosem zniweczyć piękną tradycję i marzenia na przyszłość. (fragment postu z Facebooka)

Karuzela wpisów